Konflikty w Katalonii

Październik jest jednym z gorętszych miesięcy i mimo że w Barcelonie nadal chodzimy w krótkich rękawkach to tym razem chodzi o politykę. W tym poście chciałam poruszyć dwa nurtujące mnie tematy: z jednej strony protesty w Katalonii i bojowe nastroje mieszkańców wywołane decyzją władz, a z drugiej strony prawo Polaków mieszkających za granicą do głosowania w polskich wyborach.

Katalonia protesty

Katalonia płonie

Nagłówki gazet i portali internetowych krzyczą o kryzysie w Katalonii, zdemolowanych ulicach i protestach przez które turyści nie mogą wydostać się z Barcelony. Na internetowych forach znajduje pełno pytań przestraszonych podróżników, którzy nie wiedzą czy lepiej odwołać wyjazd czy może ryzykować i przyjechać. Oprócz komunikatów na forum sama dostaję mnóstwo prywatnych wiadomości (zarówno na facebook’u jak i instagramie) z zapytaniem jak wygląda sytuacja… 
Prawda jest taka, że po czarnym poniedziałku kiedy to ponad 40 tysięcy osób wyszło na ulice Barcelony blokując plac Kataloński i lotnisko El Prat jest o wiele spokojniej. W wyniku starcia z policją rannych zostało ponad 100 osób w tym dwie ciężko ranne (jedna straciła oko). Najbardziej przerażające jest zachowanie osób protestujących, którzy postanowili iść na całość blokując ulice w centrum miasta, paląc i rozwalając śmietniki i stojące na parkingach samochody. Niestety manifestacje wywołane przez katalońskich separatystów utrudniają codzienne życie zwykłym mieszkańcom Barcelony- sławne stało się już zdjęcie ojca z niemowlakiem na rękach, który wyszedł prosić o spokój na ulicę po tym jak jego maluch nie mógł spać przez hałas i dym z ulicy. 
Niestety nie odbyło się też bez ofiar śmiertelnych- 65 letni francuski turysta zmarł na zawał po tym jak musiał dojść na lotnisko ponad 4 kilometry ulicą… 
Zdjęcie turystów z walizkami maszerujących na lotnisko znajdowało się na okładkach wszystkich wielu gazet, zaraz obok zdjęcia palonych śmietników i samochodów. 

Katalonia kryzys

Na szczęście po poniedziałkowym kryzysie na ulicach jest spokojnie, głównie za sprawą policji, która kontroluje ulice. Grupy nawołujące do protestów i wyjścia na ulice także permanentnie są rozbijane przez stróży bezpieczeństwa (rozbito m.in. najsławniejszą grupę tsunami, która zwołała zgromadzenie na lotnisku). To co się dzieje aktualnie w Katalonii możecie obserwować na profilu SERCATALUNYA- wiele ciekawych filmików i komentarzy daje dobre wyobrażenie o tym jak aktualnie wygląda tutaj sytuacja (chociaż zdecydowanie filmiki są nakręcone z perspektywy osoby popierającą niezależność). 
Warto także pamiętać, że zablokowanych zostało 8 ulic (m.in. Via Laietana, Fontanera czy Rambla de Catalunya-mam szczęście mieszkać daleko każdej z nich) i jest to tylko mały procent miasta. 
W pozostałej części miasta życie toczy się normalnie: ludzie chodzą do pracy, do sklepów i starają się żyć normalnie. Nie widziałam nikogo kto by nawet nawiązywał do protestów elementem stroju (np.żółtą wstążką), ale możliwe, że wszyscy są właśnie na protestach…

Zniszczenia w Katalonii

W piątek 18 października został zwołany strajk generalny, którego wszyscy się obawiali- co ciekawe w dzień nikt z moich znajomych nie zauważył specjalnych utrudnień (wszyscy mogli dojechać do spokojnie do pracy, a niektórzy nawet wyszli zjeść kolację na mieście). Rozmawiałam także z moimi koleżankami, które mieszkają w różnych częściach Barcelony, ale część w której mieszkają nie została opanowana przez mieszkańców- u mnie na dzielnicy też było spokojnie. Co prawda wieczorem wydawało mi się, że słyszę jakieś krzyki, lecz byli to tylko jacyś przechodnie śpiewający Cumpleaños Feliz czyli hiszpańskie Sto lat
Protesty najgorzej chyba wyglądają w telewizji, gdzie prezenterzy ubrani są w kamizelki i kaski, a manifestujący obrzucają ich różnymi śmieciami czy jedzeniem… 
Tak naprawdę ciężko jest stwierdzić czy to telewizja manipuluje odbiorcami pokazując tylko te najbardziej widowiskowe momenty omijając spokojnie demonstrujące grupy.

Katalonia

Dzień po największych manifestacjach sami wybraliśmy się na plac Kataloński i Via Laietana czyli tam, gdzie miejsce mają największe protesty i życie toczyło się prawie normalnie… 
No właśnie prawie… niby wszystkie sklepy były otwarte, a jednak miasto i jego ulice nosi na sobie znamiona nocnych zamieszek. Powyrywane płyty chodnikowe, spalony asfalt, zniszczone słupy ze światłami samochodowymi, wyrwane skrzynki energetyczne z wystającymi kablami, wybite szyby w kioskach, a także graficiarskie napisy na murach…Wszystkie zniszczenia zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie, tym bardziej że wciąż nasuwa mi się pytanie po co to wszystko, co to ma na celu i kto za tym stoi. Tak naprawdę wątpię, żeby akty wandalizmu spowodowane były przez te osoby, które chcą uwolnienia polityków- tu raczej wyżywają się chuligani, którzy szukają choćby małego pretekstu do walki i niszczenia własności miejskiej.

A może zastanawia was o co właściwie chodzi w tych protestach?

Jeśli czytacie mojego bloga to pewnie wiecie już wszystko o kryzysie katalońskim, a jeśli nie to koniecznie zapraszam do wpisu o konflikcie katalońsko-hiszpańskim gdzie możecie się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi. Aktualne protesty spowodowane są decyzją sądu, który uznał za winnych katalońskich polityków, którzy urządzili nielegalne głosowanie i podjudzali ludzi do walki o niezależność. Skazani zostało oni na karę od 9 do 13 lat więzienia- jest to decyzja dyskusyjna jeśli weźmiemy pod uwagę to, że osoby skazane wykorzystanie seksualne ze sławnej grupy Manada (media tak nazwali grupę kilku mężczyzn, którzy wykorzystywali dziewczyny na popularnej imprezie San Fermin) otrzymali 9 lat więzienia… 
Nie znam się na hiszpańskim prawie karnym i zostawię to tym osobom, które podejmują te decyzje- jedno co mogę powiedzieć, że na pewno nie była to najbardziej dyplomatyczna decyzja, która ułatwiłaby rozwiązanie konfliktu hiszpańsko-katalońskiego.

Kryzys w Katalonii

A co z tą Polską?

W Polsce 13 października odbyły się wybory parlamentarne i tak jak ponad 3000 Polaków mieszkających w Barcelonie i w okolicy poszłam tego dnia do Konsulatu Generalnego RP znajdującego się przy ulicy Diagonal. Późnym popołudniem, kiedy w końcu udało mi się dotrzeć pod budynek szacowany czas oczekiwania wynosił ponad trzy godziny- na szczęście ja stałam tylko chwilę i to w celach towarzyskich, bo okazało się że kobiety w ciąży oraz z małymi dziećmi mogą wejść poza kolejką. 
Na wybory poszłam, bo czuje że to nie tylko mój obywatelski obowiązek aby oddać głos na jedną z tych partii, która jest bliższa moim poglądom, ale także ze względu na poszanowanie dla naszych przodków którzy przelali krew za to, aby przyszłe pokolenia mogły decydować o swoim losie. 
Dzieląc się z wami moim zdjęciem z wyborów na facebook´u spotkałam się ze zdaniem jakoby nie byłoby dobrym rozwiązaniem to, że Polacy mieszkający za granicą głosowali w wyborach w Polsce. Co ciekawe Paulina z bloga Pamiętnik Emigrantki całkowicie podziela tą opinię i sama w wyborach nie bierze udziału- ja jednak mam zupełnie odmienne zdanie i nie zamierzam z mojego prawa do głosu rezygnować. Po pierwsze do Polski jeżdże w miarę często i może nie jestem ekspertką (za jakich uważa się wielu ludzi siedzących w polityce głębiej), ale właśnie dlatego, że nie korzystam z przywilejów (sławne 500 plus) jak i nie płace podatków mogę podejść do wszystkiego z większym dystansem. Nie znaczy to jednak, że to co się dzieje w Polsce mnie nie obchodzi- a nawet powiem wam więcej niektóre sprawy bardzo mnie martwią i wiem, że najwięcej na tym traci młodzież i dzieci, którzy są przecież filarem przyszłej Polski…
Inną sprawą jest powrót do Polski- w dzisiejszych tak niestabilnych czasach nie można powiedzieć, że na pewno ktoś nie wróci do kraju (spójrzmy chociaż na dzisiejszą sytuację polityczną w Katalonii czy w UK). A nawet jeśli ja będę tutaj mieszkać do emerytury to może moje dziecko będzie chciało właśnie wyjechać do Polski szukać tam swojego szczęścia- tak czy inaczej chce lepszej przyszłości dla wszystkich mieszkających w kraju- tak, abym jutro nie musiała się martwić o to, że ceny w Polsce są wyższe niż w Hiszpanii, a płace nadal śmiesznie niskie.

Niestety dla tych, którzy nie podzielają głosu zza granicy to mój iks na karcie do głosowania w obliczu demokracji jest tak samo ważny jak wszystkich tych, którzy mieszkają w Polsce. 

A wy co sądzicie o problemach współczesnego świata?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Justyna

Share this:

, , , , , , ,

CONVERSATION

7 comentarios :

  1. Nie wykluczone, że media pokazują te protesty z większą agresją niż pewnie ma to miejsce. Dlatego rodziny mogą się martwić o kogoś takiego jak Ty co mieszka w Barcelonie, o to czy są bezpieczni. Na szczęście czujesz się bezpiecznie i nie ma to jak dowiedzieć się z perspektywy lokalsa niż z telewizji. Prowokatorzy co wykorzystają konflikt aby się wyżyć zawsze się znajdą i najgorsze, że to media skupiają się głównie na nich zniekształcając cały obraz na bardziej agresywny. Zauważ, że także w Polsce po każdej stronie czy to parada równości czy marsz niepodległości zawsze znajdują si~ prowokatorzy aby ludzi skłócać. Nie wykluczone, że na czyjeś zlecenie.
    Ja też głosowała właśnie z myślą o tym, że być może sytuacja zmusi mnie do powrotu do Polski w ciągu 4 lat, choć na razie mało prawdopodobne. Także z myślą o dziecku, które może chcieć przyszłość związać z Polską. To odległa perspektywa ale każdy kolejny rząd przejmuje konsekwencje tego do czego doprowadził poprzedni.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Całkowita prawda, każdy kolejny Rząd znajduje brudy po poprzednim i musi się z nimi zmierzyć.
      Ja nie angażuje się w politykę twierdząc, że wiem kto ma rację- bo tego nie wiem.
      Widzimy tylko górę lodową zarówno w telewizji jak i obserwując to co nam mówią politycy...
      I może kiedyś dowiemy się prawdy co tam się naprawdę dzieję. Jednak ja z mojego miejsca mogę zagłosować na tych, którzy wybierają mniejsze zło...

      Też nie planuje powrotu w ciągu najbliższych 4 lat ani kolejnych, ale nigdy nie mów nigdy- życie jest nieprzewidywalne...

      Delete
  2. Media karmią się sensacją, a ludzie to uwielbiają.
    Moje wieloletnie doświadczenie w turystyce pokazuje, że każdy konflikt (ostatni najazd wojsk tureckich na Syrię (Kurdów) jest masakrycznie wyolbrzymiony.

    Mało tego, miałem już dzisiaj pytanie ze strony turystów, czy z racji konfliktu w Hiszpanii bezpiecznie jest lecieć na wakacje na Wyspy Kanaryjskie :)

    Tak więc Justyno, nic się nie dziw. Chodzi o to, żeby wszyscy o tym mówili, wertowali portale i maksymalnie nabijali klikalność artykułów na stronach.

    Oczywiście, że w Katalonii się dzieje i to zdecydowanie nie od wczoraj. Co jakiś czas będą mniejsze i większe wiece oraz ludzie, którzy będą wykorzystywali okazję, by się wyżyć i porozrabiać.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Z Syrią kompletnie nie mam pojęcia jak to jest- są to rejony kompletnie mi nie znane, aczkolwiek informację z telewizji przerażają. A ponieważ nie znam nikogo z tego rogionu to muszę im uwierzyć i szczerze można się przestraszyć!

      Sensacja goni sensację- to prawda i szkoda tylko, że społeczeństwo czerpie przyjemność właśnie za tą pogonią...

      Mam nadzieję, że wreszcie dojdzie do jakiegoś pokojowego rozwiązania w Katalonii i że ludzie tutaj też zmądrzeją. Bo mam wrażenie, że pogoń za niezależnością jest trochę jak owczy pęd i mało kto zdaje sobie sprawę z konsekwensji tego czynu.
      Porównywanie katalończyków jacy oni to nie są biedni, bo płacą więcej podatków niż inne regiony jak dla mnie też jest trochę śmieszne... (pewnie tu odezwałby się jakiś katalończyk mówiąc o tym, że chodzi o coś zupełnie innego).
      No, ale coż- mogę tylko obserować i pisać tu na blogu co mnie boli...

      Delete
  3. Jako obywatel mam prawo głosować i nie ważne gdzie na świecie i jak długo mieszkam.
    Ja reprezentuje kraj sobą i swoim zachowaniem, ale też postrzeganie mojego kraju na świecie rzutuje na moje życie, bo zawsze będę postrzegana przez pryzmat stereotypów i tego co o moim kraju się mówi w miejscu gdzie żyje...
    Dlatego mam prawo mieć wpływ na wybór władzy i jej reprezentantów zagranicą (UE).
    Nie biorę za to udziału w wyborach samorządowych, bo są to wybory lokalne i w ich wypadku faktycznie nie czuje się w prawach decydować mieszkając poza moim faktycznym okręgiem wyborczym. Z tym, że na te wybory nie ma też możliwości głosować zagranicą.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz rację!
      Nowo spotkana osoba zawsze stara się przypomnieć sobie z czego znana jest polska i rzuca mi jakimiś stereotypami- czasem są to miłe wiadomości o Polsce, a czasem jakieś głupoty o których pisały właśnie zagraniczne gazety.
      Wybory samorządowe to całkiem inna sprawa! Masz rację!

      Delete
  4. Uwielbiam Twojego bloga :) Genialny jest :0

    ReplyDelete