Wizyta w Anglii czyli o realiach mieszkania w Londynie

Wakacje to dla mnie zawsze trudny czas na znalezienie czasu na nowe posty- zapewne nie tylko dla mnie, ale też dla wielu moich rodaków mieszkających w Hiszpanii, jest to czas nie tylko podróży, ale także przyjazdu bliskich. Wyjazd do Barcelony jest wspaniałym pomysłem na spędzenie wakacji, tym bardziej jeżeli mieszka tutaj ktoś z rodziny-ja też zawsze się ciesze na przyjazd bliskich! Ponieważ rodzinka odwiedza mnie tylko parę razy w roku, to zazwyczaj staram się poświęcić im mój wolny czas i odkryć nowe miejsca w Barcelonie- dzięki temu mam naprawdę wielki zapas zdjęć na przyszłe posty, problemem jest tylko to, że niestety nie mam czasu na ich napisanie...Oczywiście po odjeździe rodzinki też trzeba się pozbierać i zrobić na nowo sprzątanie, pranie i ogólne ogarniane się- tak, aby powrót do szarej codzienności był jak najmniej bolesny.
Moje lato w tym roku było naprawdę szalone, zaczęło się od wyjazdu na niezwykłą Islandię (o której jeszcze mam w zanadrzu wiele wiadomości)- przed wyjazdem też działo się tyle, że właściwie nie wiedziałam czy dane mi będzie tam pojechać. W między czasie zmieniłam pracę, jednakże wcześniej miałam już ustalone zastępstwo w Londynie i miejscówkę na łodzi- nie będę was kłamać, że wahałam się przed podjęciem decyzji o wyjeździe, bo tak nie było ;), zawsze staram się łapać dobre okazję i wyjazd do Londynu zdecydowanie takim był- jedyną niedogodnością było to, że zostałam zmuszona jechać bez męża- na szczęście towarzystwa dotrzymywał mi brat! W pracy co prawda nie miałam dużo roboty, jednakże między wszystkimi letnimi zdarzeniami wpadło mi w ręce świetne zlecenie, na które niestety miałam bardzo mało czasu i w ramach możliwości musiałam się mu poświęcić w 100%, dzisiaj wszytko powoli wraca do normy i mam nadzieje że i ja nadrobię moją normę blogową, w końcu mam wam tyle do powiedzenia!

W Londynie było wspaniale i właśnie dzisiaj chciałam się z wami podzielić moimi wrażeniami z mojego dwutygodniowego życia w tym mieście, mam nadzieje że zaciekawi was chodź trochę ten post i moje małe porównanie życia w Londynie do życia w Barcelonie :)) 
Zapraszam!

Pewnie większość z was zna Londyn i była tu przynajmniej raz w swoim życiu, moda na emigracje do Londynu ciągle nie przemija i miasto to kusi obcokrajowców różnorodnością kulturową, społeczną czy konsumpcyjną- ja w te wakacje miałam szczęście spędzić tutaj ponad 2 tygodnie, żyjąc na łodzi oraz pracując w Londyńskiej firmie i dzięki temu zrozumiałam choć trochę jak wygląda życie w tym wielkim mieście. 

PO PIERWSZE- LUDZIE
W Londynie panuje wolność wyrażania własnej osobowości i własnego JA- wielu osobom właśnie to najbardziej podoba się w tym mieście, tutaj można być kimkolwiek się chcę. Nikogo nie zdziwi para tej samej płci okazująca sobie miłość, ludzie w dziwnych strojach czy ktoś udający się do sklepu w pidżamie. Oczywiście ma to swoje plusy, nie trzeba się starać nad dobraniem butów do torebki czy poplamionym ubraniem, które założyło się przed wyjściem z domu. Dlaczego? Dlatego, że nikt, absolutnie nikt nie zwróci na to uwagi!
Z drugiej strony wiadomo ogrom ludzi przetaczający się każdego dnia przez Londyńskie ulice mnie trochę przeraża- Barcelona też jest tłocznym miastem, jednak to Londyn jest większy i można tu zobaczyć naprawdę wszystko. Mnie zasmucił widok zwłaszcza paru anorektyczek, które minęłam na ulicy, wydaje mi się, że ludzie w Londynie są też bardziej odjechani i niestety nie wynika to z ich niezwykłego charakteru, tylko poprzez używanie wspomagaczy. Nie wiem czy tak jest na co dzień, ale mnie zdziwił widok ledwie trzymającego się na nogach czerwonego Anglika, który zaczepiał nas w metrze około 6 popołudniu. Chyba odzwyczaiłam się od takiego widoku, nie znaczy to, że w Barcelonie nikt nie używa wspomagaczy- przeciwnie na ulicy można co rusz zobaczyć ludzi palących skręty, ale po używkach chyba są spokojniejsi niż Anglicy,a jeśli już ktoś zdecyduje się upić to zazwyczaj ma to miejsce w nocy, gdy nikt tego nie widzi.

PO DRUGIE- ZAKUPY 
Londyn to raj zakupowy, chyba do tego nie muszę nikogo przekonywać bo każda kobieta zna chociażby z opowiadać szeroką ulicę Oxford Street pełną sklepów, na której znajdują się aż dwa raje zakupoholiczek czyli wielkie sklepy Primark. Dłuższy pobyt na ulicy Oxford męczy niemiłosiernie, tłumy ludzi przepychających się po ciuchy o każdej porze dnia i nocy sprawią, że nawet najbardziej spokojna osoba zostanie wyprowadzona z równowagi. Dobre ceny w sklepach ubraniowych naprawdę kuszą, ale warto uważać żeby nie wpaść w pułapkę dobrej ceny i nie zakupić sobie kolejnej pary butów czy innej rzeczy- mimo podobnych ciuchów schowanych na dnie szafy. Obserwując ludzi na ulicach można pomyśleć, że największym celem wszystkich osób przyjeżdżających do Londynu jest szeroko pojęty konsumpcjonizm i kupowanie czegokolwiek, byleby tylko kupić. Nie będę was kłamać, mówiąc że sama sobie nic nie kupiłam, bo nie jest to prawdą- co potwierdzić może mój biedny brat, który ledwo wytrzymywał w tych wszystkich sklepach. Starałam się jednak skupić na zakupach w sieciówce TK MAX, do której udało mi się dotrzeć po pewnym czasie- a której nie ma w Hiszpanii oraz na przecenowe zakupy w markowych sklepach tj. Clarks, który zarówno w Polsce jak i Hiszpanii ma dosyć wysokie ceny, natomiast w Londyńskich sklepach przypominał raczej tani sklep z butami.
W Londynie zakupowe możliwości są bardzo duże, prawdopodobnie można znaleźć tu wszystko, tyczy się to zarówno ubrań, dodatków jak i akcesoriów domowych czy artykułów spożywczych. W sklepach typu Carrefour- można znaleźć specjalne półki poświęcone kuchni polskiej czy indyjskiej. W specjalnych sklepach znaleźć można też słodycze sprowadzane z Ameryki czy z Australii- tutaj każdy znajdzie coś dla siebie i nie można narzekać na ogromny wachlarz oferowany przez londyńskie sklepy. 

PO TRZECIE-JEDZENIE I CENY
O ile ciuchy i akcesoria w Londynie można kupić prawie za bezcen (porównując do zarobków) to jedzenie w sklepach spożywczych to większy wydatek- ja najbardziej zdziwiłam się cenami mięsa, które było strasznie drogie- dodatkowo jego smak nie był zadowalający. Nie wiem czy mój nieudany zakup spowodowany był nieznajomością produktów czy czymś innym, ale nie natrafiłam także na dobry ser żółty, który był okropny. Większość osób narzeka zawsze na chleb, nie wiem czy ze związku z ogólnym pogorszeniem jakości chleba czy z jakiegoś innego powodu, w każdym bądź razie chleb sprzedawany w Londynie był całkiem ok- zbliżony w smaku do naszego polskiego, a nawet lepszy niż ten sprzedawany w Hiszpanii. 
Na zakupach spożywczych w Londynie nie trzeba jednak wydać fortuny, zarówno w mojej ulubionej sieci sklepów Sainsbury's  jak i w Tesco czy Carrefour często można natrafić na promocję 3 za 2 czy 4 za 3- oczywiście ma to swoje dobre i złe strony, bo ja idąc do sklepu wracałam z pełnym worem produktów, bo nie opłacało mi się kupić tylko jednego produktu. Dobrze, że nie mieszkałam w Londynie sama, bo na pewno nie przejadłabym wszystkiego.
W toku oszczędności woleliśmy sami gotować niż jadać w restauracjach, niestety prawda jest taka że żywiliśmy się samymi śmieciami- ja wracając do domu (łodzi) po 18 nie miałam już ochoty gotować, a wieczorne zwiedzanie uniemożliwiało mi przygotowanie posiłku wcześniej. W Londynie okropnie drogie były także warzywa, których cena skutecznie zniechęcała mnie do zakupu- słyszałam jednak, że na targach ceny warzyw są wielokrotnie niższe, niestety nie dane mi było się o tym przekonać.

PO CZWARTE- KOMUNIKACJA
Komunikacja w Londynie zaskoczyła mnie swoją ceną- właściwie nawet nie zaskoczyła, bo pamiętałam z wcześniejszych pobytów w tym mieście, że jest tutaj drogo. Nawet w porównaniu do Barcelońskich cen to 2,2 funta za przejazd metrem jest ceną wielce wygórowaną (w Barcelonie 10 przejazdów kosztuje około 10 euro). Dlatego też w późniejszym okresie naszego wyjazdu postanowiliśmy raczej poruszać się na piechotę, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć więcej miasta i zaoszczędzić na bilecie. Wysokie ceny biletów sprawiają, że większość Londyńczyków wybiera rower jako środek komunikacji, ja też sama poruszałam się do pracy rowerem. Niestety nie jestem jeszcze takim kamikadze jak reszta mieszkańców i poruszałam się trochę niezdarnie wąskimi ścieżkami przy rzece stwarzając raczej niebezpieczeństwo spowalniania ruchu dla szybko mijających mnie rowerzystów...
Nie wiem czy przyzwyczaiłabym się do szybkiej rowerowej jazdy w Londynie- ale na pewno podobałoby mi się, gdyby to właśnie Barcelończycy wybierali rower zamiast samochodu...

To mój pierwszy post z Londyńskiej serii, w następnym opowiem wam na pewno więcej o zwiedzaniu i innych wrażeniach oraz opowiem o życiu na łodzi. A może wy macie coś do dodania? Może mieszkacie w Londynie i jest coś o czym nie wspomniałam? Piszcie koniecznie w komentarzach!

Pozdrawiam,
Justa

Share this:

, , , , , , ,

CONVERSATION

9 comentarios :

  1. Przydatne informacje :) Byłam w Londynie tylko na parę dni i przytłoczyło mnie to miasto, chyba nie dałabym rady tam mieszkać.

    ReplyDelete
  2. moj londyn praktycznie :-) http://cale-zycie-w-podrozy.blogspot.com/2014/03/londyn-praktycznie-jak-zorganizowac.html?m=1

    ReplyDelete
  3. Już tyle osób pisało o Londynie, że się przekonałam. Chcę jechać. Ale nie spodziewałabym się tam dobrego jedzenia, kojarzy mi się raczej z bardzo przetworzonym.

    ReplyDelete
  4. Ależ Londyn przeżywa teraz oblężenie :) Mnóstwo osób lata! My wróciliśmy 2 tygodnie temu i na pewno jeszcze wrócimy!

    ReplyDelete
  5. Ja Londyn lubię - ale dosłownie na 2-3 dni...i ze względu na West End :) Bardzo trafne spostrzeżenia - czekam na opis zycia na łodzi...:)

    ReplyDelete
  6. Mam podobne odczucia jeżeli chodzi o ludzi w Londynie - z jednej strony różnorodność, otwartość, ale z drugiej ich natłok. A jeżeli chodzi o zakupy to pamiętam, kiedy byłam w Londynie jakieś 5 lat temu to ludzie tłumnie rzucali się na zakupy w Primarku. :D
    PS. Masz u mnie nominację do Liebster Blog Award. :)

    ReplyDelete
  7. Ludzie, jedzenie, zakupy, komunikacja to wszystkie atuty życia w Anglii. Jednak dzisiejsze realia z uwagi na politykę już nie są takie łatwe. Mimo to, ludzie nadal chętnie tutaj się przeprowadzają.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Z tą polityką coraz gorzej- ciekawe jak się to potoczy dalej...

      Delete
  8. Super post! Właśnie zastanawiam się nad przeprowadzką do Londynu, Twój post wiele mi w tej kwestii wyjaśnił. Dziękuję i pozdrawiam :)

    ReplyDelete