10 Najbardziej obrzydliwych rzeczy, które jedzą Hiszpanie

Przyjazd do innego kraju może być szokiem kulturowym, zwłaszcza wtedy kiedy chcemy spróbować różnych smakołyków- problemem może być słaba znajomość języka obcego i strach przed kupowaniem (i jedzeniem) kota w worku... Niektórzy lubią co prawda ryzykowane życie i jest im obojętne co wkładają do buzi- ja do życia podchodzę raczej ostrożnie- jeśli nie wiem co jest na talerzu to tego nie jem.


Jak już wspominałam parokrotnie na blogu spróbowanie nowych potraw nie jest dla mnie łatwym zadaniem- dodatkowo niechęć wzbudzają u mnie wszystkie obślizgłe lub obrzydliwie wyglądające potrawy. W Hiszpanii jednak mieszkam już prawie 5 lat i do niektórych ,,smakołyków'' się przyzwyczaiłam i są one na tyle dobre, że wolę nie myśleć co jem- jest jednak jeszcze długa lista regionalnych specjałów, o których spróbowaniu nie mogę nawet myśleć mimo zachęty męża i hiszpańskiej rodziny.

1. OŚMIORNICA (hiszp. pulpo)

Z ośmiornicą nie kojarzy mi się nic dobrego, co prawda jest to jedno z bardziej inteligentnych zwierząt na naszej planecie zaraz obok świni, orangutanów czy delfinów- jednak dla mnie pozostanie jednym z mniej przyjemnych zwierząt, na które ciężko mi jest patrzeć w akwarium czy na talerzu. Hiszpanie ukochali sobie jedzenie ośmiornicy pod najróżniejszymi postaciami, począwszy od gotowanej ośmiornicy, której macki znajdują się na pierwszym planie i zachęcają (lub zniechęcają) do degustacji. W Barcelonie często można zobaczyć pulpo a la gallega (czyli ośmiornice po galicyjsku) i są to macki ośmiornicy pokrojone na talarki, podawane z czerwoną papryką i ziemniakami- podobno przepyszne. 
Jednakże najmniej apetyczną formą są małe ośmiorniczki (wraz z głową) najczęściej podawane w pomidorowym sosie, w którym później maczany jest chleb, tak aby nie stracić niczego z pysznego dania...


Jak dla mnie macki ośmiornicy to za wiele i pewnie jeszcze dużo czasu upłynie zanim zjem ten specjał, chociaż wiem że niektórzy rządni wrażeń z chęcią próbują nowych dań w restauracji zamawiając ośmiornice ...

2. MAŁŻE I NAVAJAS (hiszp. almejas, berberechos)

Małże to znakomity przykład jedzenia, które pokochałam wraz z czasem- najpierw nie mogłam się przyzwyczaić do ich nietypowej (jak dla nas Polaków formy), aż w końcu nie wiem czy skuszona zapachem czy zachwytami innych spróbowałam i zakochałam się! Jest to jedno z tych dań, które lepiej smakuje przygotowane w domu (jeśli nie czytaliście przepisu na małże na parze to gorąco polecam) niż w restauracji, gdzie często ceny w stosunku do jakości są znacznie zawyżone.

Berberechos to wnętrzności małży sprzedawane w puszkach, zazwyczaj spożywa się je jako przystawkę wraz z sosem: cytrynowym lub ostrym pomidorowym... Sama nazwa berberechos kojarzy mi się trochę z bebechami- zapewne przez mnogość litery B i E w nazwie, jednakże spożywając to danie odradzałabym zbytnie przypatrywanie się talerzowi, bo obślizgłe biało-żółte owalne poduszeczki nie zachęcają do spróbowania, ale... Ich smak rekompensuje wszystko, bo są naprawdę pyszne!


Inaczej sprawa się ma z długimi braćmi krewetek czyli z navajas- jest to długa i cienka muszla, w której środku znajduje się jadalny mięsień stworzenia, przygotowanie tego ,,specjału'' jest całkiem podobne do przygotowania małży, więc podejrzewam, że smak może być całkiem podobny. Niestety tym czym zniechęca mnie do spróbowania tych stworzonek jest nieapetyczny i niezbyt zachęcający do konsumpcji widok navajas- w sklepie często można zobaczyć, że świeże stworzonka mają cały jadalny mięsień poza swoim muszelkowatym ciałem- przypomina to jeden wielki glut- ja jednak podziękuje!

3. WSZYSTKIE ,,NIEJADALNE'' CZĘŚCI ŚWINI... (ryjki hiszp. morros, uszy hiszp. orejas, policzki hiszp. mejillas, raciczki hiszp. pies de cerdo)

Zjedzenie świni w całości wydaje się mniej obrzydliwe niż przedziwne owoce morza, które można zobaczyć w hiszpańskich restauracjach, jednakże mnie nigdy nie ciągnęło do świńskich wariacji- chyba głównie dlatego, że nie przepadam za mięsem i jem je raczej z potrzeby, niż z chęci degustacji.
Co prawda policzki świni podawane jest w taki sposób, że można byłoby uznać że jest to jakiś kawałek mięsa przysmażony na patelni- w wielu restauracjach są one podawane przy akompaniamencie ziemniaków lub fasoli. Samo jedzenie też nie jest zbyt kłopotliwe- należy ominąć tylko kość pośrodku i gotowe!
Inaczej sprawa ma się z raciczkami, które podawane w sosie wyglądają nieco dziwnie i nieapetycznie, dodatkowo może zniechęcać kłopotliwość w jedzeniu tego dania- jest to raczej danie dla smakoszy, którzy lubią obgryzać kości w poszukiwaniu kawałka mięsa...



Ryjki hiszpańskich świń sprzedawane są jako przystawki i trzeba przyznać, że pachną obłędnie- w smaku i w wyglądzie przypominają trochę grubszy gumowy bekon, który bywa czasem jedzony zamiast chipsów... Mój mąż uwielbia ten specjał, ja mam jednak mieszane do niego uczucia- trzeba przyznać zapach zachęcił mnie do spróbowania i nawet niektóre kawałki mi smakowały, jednak po fali zachwytu nadchodzi gorzkie rozczarowanie, kiedy okazuje się, że kawałek ryjka jest zbyt gumowy- lub kiedy przez przypadek spojrzę na to co wkładam do buzi...
Najbardziej nieapetyczną jednak częścią świni są jej uszy, samo danie jest bardzo chwalone przez Hiszpanów, którzy starannie i długo przygotowują ten specjał- podawany po uprzednim ugotowaniu lub długim traktowaniu w piekarniku... Mnie najbardziej obrzydza chyba warstwicowość tego specjału- chociaż trzeba przyznać, że pachnie znakomicie!



4. KREWETKI I ICH MNIEJSZE WERSJE (hiszp. gambas y camarones) 

Wiem, że nie wszyscy przepadają za krewetkami, jednak ich rosnąca popularność zwłaszcza w kuchni azjatyckiej oraz możliwości kupienia zwierzątek bez pancerza sprawia, że coraz więcej ludzi traktuje ten specjał jako coś normalnego. Ja bardzo polubiłam krewetki na parze, zwłaszcza te które przygotowuje mój mąż- tak więc kiedy na stole u mojej teściowej ukazały się mniejsze wersje krewetek czyli camarones bez zbytnich ceregieli spróbowałam... Tutaj niestety pojawiło się jedno z moich największych rozczarowań i obrzydzeń w życiu, małe krewetki przypominają w smaku świerszcze lub karaluchy (no przynajmniej ja sobie wyobrażam tak ich smak)... Twarda skorupka brzęczy pod zębami sprawiając, że doznanie jest niezbyt przyjemne- ja podziękuje, ale to danie zdecydowanie nie dla mnie!




5. MŁODE WĘGORZE (hiszp. angula i tańsza wersja gula)

Długie małe rybki przypominają trochę szary makaron spaghetti z czymś na kształt oczu, najczęściej znaleźć je można w zamrażarce, gdzie uprzednio zostały podgotowane. Danie to przygotowane jest na bazie czosnku i oliwy, a później przysmażane na patelni... Ze względu na wysoką cenę węgorza popularne stały się surimi (rozdrobnione części ryb) nazywane gula, które przygotowane są z ryby rdzawca- ponieważ nie spróbowałam żadnego z tych specjałów ciężko mi powiedzieć czy jest jakaś smakowa różnica pomiędzy nimi. Mnie obrzydza chyba tylko dziwna forma dania oraz niezbyt zachęcający zapach, bo ryby raczej lubię pod każdą postacią...


6. PERCEBES

Percebes to chyba jedno z najdziwniej wyglądających stworzeń morskich- ich wygląd przypomina biały kwiat na grubej gałęzi lub jak kto woli nogę słonia z nienaturalnym paznokciem... Ja się bardziej skłaniam do tego drugiego skojarzenia i chyba dlatego samo patrzenie na to danie powoduje u mnie odruch wymiotny... Na szczęście specjał ten popularny jest bardziej na północy Hiszpanii niż w samej Barcelonie- dodatkowo mój mąż też nie przejawia specjalnej ochoty, aby to danie jeść i zachęcać mnie do spróbowania, także może będę miała szczęście i nigdy nie spróbuje tej dziwnej potrawy.


Danie to przygotowane jest w błyskawiczny sposób, bo długie gałązki wystarczy zagotować w solonej wodzie około 2 minuty lub podgrzać na patelni- jedzenie też jest bajecznie proste, bo wystarczy tylko obrać z czarnej skórki trzymając za białą końcówkę... Smacznego!

7. OWCZE MÓŻDŻKI (hiszp. sesos)

Jedzenie móżdżków nie należy do typowych nacjonalnych dań, więc raczej nie musicie się martwić, że pomyłkowo dostaniecie je w restauracji- jednakże niektórzy Hiszpanie niezwykle upodobali sobie smak móżdżków i twierdzą że to raj na ziemi.... Mnie to w ogóle nie przekonuje i chyba nie muszę mówić dlaczego, w tym przypadku działa raczej psychika, która trzyma mnie z daleka od takich wynalazków radząc, aby w tym przypadku nie wychodzić ze strefy komfortu. Móżdżki można przyrządzić na różne sposoby, do najprostszych należy jedzenie tej części zwierzątka w panierce, jednakże popularne jest też jedzenie ugotowanych mózgów wraz z kwaśnym sosem- brrrr... jak dla mnie brzmi jak horror.


8. ŚLIMAKI I ŚLIMAKI MORSKIE (hiszp. caracoles y caracoles del mar)

Mi jedzenie ślimaków kojarzy się z Francją i francuzami, którzy podobno zajadają się tym specjałem, jednakże Hiszpanie nie są wcale gorsi oni też uwielbiają ślimaki i jakby tego było mało to uwielbiają także ślimaki morskie! Jednakże rozmiarowo są to całkiem małe ślimaczki, których rozmiar nie przekracza 1-3 centymetrów, mięsko wygrzebywane jest ze środka wykałaczką, która ze smakiem jest wkładana do buzi. Ślimaki ziemne mogą być podawane w najróżniejszych sosach, najczęściej jest to sos pomidorowy, natomiast morskie ślimaki (to te o bardziej fantazyjnych skorupkach) najczęściej podawane wraz z cytryną. Ślimaki jedzone są jako przystawki lub sporadycznie dodawane do różnych potraw- niektóre wariacje wcale nie wyglądają tak obrzydliwie i jeśli nie obrzydzają was ślimaki, to kto wie może wam posmakują?


9. KAŁAMARNICE, MĄTWY (hiszp. calamares, chipirones)

Ciężko przekonać mi się do kałamarnicy, chociaż czasem zdarza mi się spróbować jeden krążek lub dwa i trzeba przyznać, że nie jest to aż takim złym daniem. Oczywiście zależy od przygotowania i świeżości danego egzemplarza- na szczęście obślizgły kształt kałamarnicy zostaje przykryty panierką, która sprawia, że na talerzu jest coś co nie pływało przed chwilą w morzu. Czasem kałamarnica podawana jest z sosem czosnkowym oraz z cytryną i nie wiem czy to zasługa sosu, ale potrawa ta smakuje znakomicie.


O ile kałamarnica podana na talerzu wygląda całkiem apetycznie, inaczej sprawa ma się z jej siostrą mątwą- stworzenie to przygotowuje się na patelni po dokładnym umyciu bez zbędnego krojenia, do akompaniamentu podaje się je z cytryną i sosem czosnkowo- pietruszkowym... Czasami danie to jest podawane w panierce co jednakże nie sprawia, że wygląda bardziej apetycznie.

10. FLACZKI (callos)

To danie nie powinno być niczym dziwnym dla większości z was, bo flaczki są także popularnym daniem w Polsce- muszę się wam przyznać, że w dzieciństwie było to moje ulubione danie, do momentu w którym myślałam, że jem kluseczki, potem na zawsze zraziłam się do tego posiłku... W Hiszpanii podawane są z sosem pomidorowym i jakoś nigdy nie naszła mnie ochota na ich spróbowanie... No cóż...



A wy znacie jakieś obrzydliwe dania z waszego regionu?
A może spróbowaliście czegoś na wakacjach co innych przyprawiło o odruch wymiotny?
Koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach!

Pozdrawiam i smacznego!

Justa

Share this:

, , , , , , ,

CONVERSATION

6 comentarios :

  1. Wiele potraw stad jeszcze nie poznałam, ale miałam okazję zjeść zupę mojej przyszłej teściowej... talerz pełen małży, ośmiornicy itp jakoś mnie niestety nie przekonał:D jakkolwiek smakują mi te ich slimaki i krewetki. Jednak zawsze mój chłopak musi je dla mnie "obrac" z pancerzyka, niepotrzebnej główki, rączek itd :D nie mogę jakos sie przemóc aby w tym dłubać :o
    Świetny post !

    ReplyDelete
  2. No widzisz, a ja mam odwrotnie- uwielbiam osmiornice, a malzy nie przelkne ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja mam tam samo. Uwielbiam wszystko co Justyna wspomniała w tym poście. Mogłabym codziennie jeść kalmary, ślimaki i ośmiornice!!:)))

      Delete
  3. Widzę, że mamy podobne gusta smakowe. Od kiedy zamieszkałam we Francji, miałam okazję spróbować wielu nowych potraw.
    -Ośmiornicy nie jadłam i chyba nie zamierzam.
    -Małże lubię i sama przygotowywałam w domu, jak jeszcze mieszkaliśmy w Prowansji
    - tych niejadalnych części świni tez nie próbowałam. Ozorki, móżdżek, uszy, poliki to nie dla mnie
    -krewetki lubię i to we Francji spróbowałam ich po raz pierwszy. Tak samo jak kalmary, ostrygi i mule.
    - małe węgorze wyglądają okropnie. Nie zjadłabym. Tak jak i percebes i owcze móżdżki
    - ślimaki wiadomo, że próbowałam i lubię. Miałam okazje tez jeść żabie udka i mogą być. Ale za dużo zabawy z małymi kostkami.
    - flaki jadłam tylko w Polsce, ale bardziej lubię ten wywar niż mięso.
    Świetny post. Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
  4. Bleee, nie dotknelabym niczego :P

    ReplyDelete
  5. Moja pierwsza myśl była taka, że sesos są najbardziej bleee, ale im dłużej nad tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że wszystkie są równie bleee i takie żywcem wyjęte ze Średniowiecza, poza owocami morza. Z calamares u mnie wszystko zależy, bo jak są świeże i nie przypominają "rybiej żelki" to udaje mi się czasem przełknąć jedną, góra dwie sztuki, gorzej jak się trafią ciągnące...

    ReplyDelete