Polskie produkty, których w Hiszpanii mi brakuje

Polskie powiedzenie mówi, że jeśli wejdziesz między wrony musisz krakać jak i one- myślę, że nie tyczy się to tylko języka czy zachowania, ale także i jedzenia. W końcu niektóre produkty są dostępne tylko w naszym rodzimym kraju, inne znów dostępne są tylko w sklepach specjalistycznych, ale bądźmy szczerzy w końcu nie każdy ma czas na wyprawy do sklepu, który jest na drugim końcu miasta. 

Po przyjedzie do Hiszpanii musiałam przyzwyczaić się do nieobecności niektórych produktów spożywczych i zacząć prowadzenie naszej kuchni zastępując je innymi, bądź też sprowadzając je z Polski w walizkach moich bliskich. Niektóre produkty udało mi się także znaleźć po pewnym czasie ukryte trochę na półkach bądź zastąpić innymi. 

W tym poście zdradzę wam też za jakimi produktami przepada moja hiszpańska rodzina i znajomi, a jakie wydają się im obrzydliwe...

Zapraszam !!


Po pierwsze MĄKA ZIEMNIACZANA:

Kluski śląskie z efektowną dziurką po środku spodobały się niezwykle mojej teściowej podczas wizyty w Polsce, dlatego też przygotowując menu na niedzielny obiad w Hiszpanii podczas wizyty mojej mamy postanowiłyśmy przygotować piękne kluski z sosem grzybowym. Wszystko byłoby ok, ale jak wytłumaczyć Hiszpanom, że co to jest mąka ziemniaczana. Po raz -enty tłumacząc pani w sklepie, że nie chcemy mąki kukurydzianej, ale ziemniaczaną (na co ona robiła wielkie zdziwione oczy i patrzyła na nas jakoś tak dziwnie...) dałyśmy za wygraną i już prawie zmieniałyśmy menu. W ostatnim momencie jednak przez przypadek zajrzałyśmy do sklepu z artykułami rosyjskimi, tam nie będąc do końca pewna czy dobrze robię znalazłam mąkę bielszą niż inne. Obiad został uratowany! Obecnie mąkę kupują mi rodzice lub brat, kiedy tylko mnie odwiedzają, mój mąż nie przepada za tego typu wynalazkiem...

Po drugie PTASIE MLECZKO i inne słodycze

Przyznam się wam szczerze, że ja za ptasim mleczkiem nie przepadam, ale moje gusty niekoniecznie pokrywają się z gustami mojej Hiszpańskiej rodzinny. Przywiezione podczas wizyty w Polsce zrobiły istną furorę nie tylko wśród mojej rodziny, ale także wśród bliższych i dalszych znajomych, którzy za każdym razem szaleją ze szczęścia mogąc spróbować tego specjału. Dla mnie jest to nie pojęte, ale naprawdę, jeśli znacie jakiegoś Hiszpana i chcecie zrobić mu prezent to podarujcie mu Ptasie mleczko! Gwarantuje, że osoba zacznie patrzeć na was przychylniejszym okiem, oraz zyskacie dodatkowe punty u teściowej lub u szefa! Nie znam nikogo, komu ptasie mleczko by nie smakowało!
Powodzenie mają także śliwki w czekoladzie oraz cukierki Malaga, nasza chałwa też ma swoich fanów, ale wiadomo tutaj gusta mogą się trochę różnić...

Po trzecie DROŻDŻE

Drożdże są w Hiszpanii dostępne, jednak forma w której najczęściej są sprzedawane to proszek, ewentualnie proszek w formie małych kuleczek (to trochę bardziej przypomina smak naszych polskich typowych drożdży, jednak trudniej jest je rozpuścić!). Długo kombinowałam jak mogę zastąpić drożdże, jakim sposobem je rozpuszczać, aby ich konsystencja była najbardziej zbliżona do tej idealnej. Po dwóch latach mieszkania w Hiszpanii zostałam uratowana! Okazało się, że drożdże sprzedawane są w formie kostki w jednym ze sklepów spożywczych- MERCADONA, drożdże ukryte pomiędzy masłem i jogurtami były elementem łatwym do przeoczenia, jednak teraz za każdym razem, kiedy chce zrobić domową pizze, wiem gdzie się udać!

Po czwarte KASZA JĘCZMIENNA

Kasza jęczmienna, gryczana to mój ulubiony dodatek do obiadu, nie przepadam za typowymi gotowanymi ziemniakami, nie można też ciągle jeść ryżu lub smażonych ziemniaków, dlatego bardzo brakowało mi kaszy! Zwiedziłam wszystkie sklepy w poszukiwaniu tego produktu, jednak nawet w różnych sklepach specjalistycznych nie znalazłam kaszy... W mojej torbie podróżnej z Polski zawsze znajdzie się miejsce dla 2-3 opakowań tego produktu!
W zeszłym roku znalazłam jednak zastępstwo dla kaszy jęczmiennej, tzw. pęczak czyli po prostu ziarenka jęczmienia smakują znakomicie gotowane 20 minut w wodzie, a produkt ten można kupić w sklepach ekologicznych w Barcelonie! 

Po piąte KABANOSY

Hiszpania naprawdę zachwyca pod względem różnorodności mięs i dań mięsnych, jednakże kabanosy nie są tutaj znane... Jak można żyć bez kabanosów, tego nie wiem- ja za każdym razem proszę rodzinkę o przywiezienie mi tego przysmaku. Mojemu mężowi kabanosy wydają się jednak niesmaczne i nigdy nie odważył się ich spróbować...

Po szóste KISIEL I BUDYŃ 

Kto z nas nie zna kisielu, przecież był to punkt obowiązkowy każdego przedszkolnego deseru- jeszcze pyszniejszy był zawsze kisiel z jabłkiem, z sokiem czy ze śmietaną lub jogurtem. 
Kisiel zawsze był dobry na wszystko, smakowity jako deser, przekąska czy jako główne danie podczas choroby. Dla mojego męża jest to jedna z najobrzydliwszych rzeczy jaką jem... hmmm... No cóż będzie więcej dla mnie, chociaż czasem przydałby się ktoś do podzielenia się deserkiem, w końcu kisiel najlepiej smakuje na ciepło.
Tak samo ma się sprawa z budyniem, mimo że w Hiszpanii jest tyle budyniopodobnych rzeczy do budyniu to mój mąż nigdy nie odważy się spróbować tego specjału. Tutaj trochę go rozumiem, w końcu sama za budyniem nie przepadam, jednak jak można żyć bez budyniu? W końcu dodaje się go również do ciast, zwłaszcza do mas budyniowych czy sernika... 

Po siódme SER BIAŁY

Jeśli jesteśmy już przy serniku, to nie mogę zapomnieć, że w Hiszpanii ciężko jest zrobić sernik... Dlaczego? Ano dlatego, że tutaj sera białego jako takowego po prostu nie ma! Co prawda są jakieś sery dumnie nazywane białymi ze względu na kolor, jednak spożywane są one zazwyczaj do kanapek i ich konsystencja jest zupełnie inna. Najbardziej zbliżony do naszego pysznego sera jest ser kozi, który nie każdemu smakuje. Ja ciągle szukam rozwiązania na najlepszy ser w serniku, w końcu jest to jeden z artykułów, który ciężko jest przewieść do Hiszpanii w takiej samej formie...

Pozostałe artykuły można kupić w polskim sklepie spożywczym Krakoviak, który jest niedaleko Sagrada Familia, niestety rzadko mam czas wybrać się właśnie tam na zakupy- na szczęście mam jeszcze zapasy!

A wam jakich produktów spożywczych brakuje na emigracji?

Zapraszam do dyskusji,

Justa

Share this:

, ,

CONVERSATION

28 comentarios :

  1. Dziwny ten mąż. ,,Wydają mu się niesmaczne i nigdy nie odważył się spróbować,, jak mu się mogą wydawać jak nawet nie próbował? może zamiast się tak uprzedzać to spróbowałby coś by mu posmakowało. Mnie tu w Hiszpanii od kilku lat brakuje przede wszystkim polskiego piwa,bo tutejsze to obrzydliwe siczki, dobrych ziemniaków i surowych buraków. Nigdzie nie mogę ich znaleźć,tylko gotowane. Z kolei mój hiszpański mąż nie umie tu zyc bez polskich kabanosów,pierogów,placków ziemniaczanych,barszczu,piwa polskiego. Wiem,dziwne,on bardziej tęskni za polskimi produktami i daniami niz ja. Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziwny, ale coz zrobic- juz go nie moge zmienic :P

      Delete
  2. moj chłopak hiszpan tez na sam widok mowi ze cos jest nie smaczne a o probie posmakowania moge zapomniec,choc za ptasim mleczkiem przepada tak jak opisals :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. :) Ja sie w sumie nie dziwie, tez nie moge sie przekonac do zjedzenia osmiornicy...

      Delete
  3. Mi brakuje wędlin, wiem, ze jest jamon serrano i jamon cocido ale brakuje mi takiej zwykłej naszej szynki. Polędwicy sopockiej. Tego typu rzeczy. Brakuje mi śledzi. I oczywiście sera białego. Za to znalazłam w Ikei na Lanzarote polskie Krówki z Milanowka :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na szczescie za szynka nie przepadam, jamon zjem od czasu do czasu. A po krowkach bola mnie zeby, wiec tez wole unikac...

      Ale ser bialy by sie przydal :(

      Delete
  4. Ja będąc w Kanadzie widziałem naprawdę moc polskich produktów :) Aż trochę się zdziwiłem,że było ich tam aż tyle. Nie dziwie się,że mężowi kisiel czy też budyń może wydawać się obrzydliwy. Osobiście lubię to i to, jednak dla osób,które widzą takie "coś" po raz pierwszy, no to może wydawać się niezbyt smaczne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kwestia przyzwyczajenia, w koncu my to jemy od przedszkola :)

      Delete
  5. Czekałam na kolejnego posta, ciekawy :)

    ReplyDelete
  6. Mnie najbardziej brakuje kapusty i ogorkow kiszonych oraz Reddsow :)

    Tez zawsze przywoze z wakacji w PL ptasie mleczko, u mnie w pracy je uwielbiaja. Natomiast moj mezczyzna jest najwiekszym fanem makowca i Tiki-Takow .

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj ogorki kiszone...Ostatnio jadlam w Polsce... mniam !!!

      Delete
  7. No dobra, może mam dalej do Polski, ale kulinarnie jestem szczęściarą, bo mam wszystko z Twojej listy na wyciągnięcie ręki :)

    ReplyDelete
  8. Justynko zapomniałaś o kapuście kiszonej! i o ogórkach kiszonych! mój ukochany zawsze się mnie pyta jak wy możecie jeść te stare rzeczy :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kapuste akurat jem zadko,wiec jakos specjalnie za nia nie tesknie. Moj Pablo natomiast nie moze o niej nawet slyszec !!

      Delete
  9. Dla mnie kisiel to chyba ostatnia rzecz za ktora tesknie. Czasem (ok 4 razy do roku) zachciewa mi sie, budyniu, ale kislu nigdy, i tez dziwi mnie zawsze gdy czytam, ze ktos za nim teskni (a naprawde sporo emigrantow o nim pisze). Ptasie mleczko sprawdza sie swietnie tez jako prezent dla Wlochow. Ja sama go nie jem ale przywoze zawsze kilka opakowan dla wloskiej rodziny. Dla siebie zas kupuje mnostwo Grzeskow oraz Michalkow.

    P.S We Wloszech maka ziemniaczana to fecola di patate, i zawsze jest na pólkach razem z róznymi produktami do pieczenia ciast, moze w Hiszpanii tez.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szukalam juz wszedzie i nie znalazlam... :-(
      Kisiel najlepszy na cieplo, sam budyn tez jem zadko-uzywam tylko jako dodatko do ciast 😊😊

      Delete
  10. W Twoim blogu strasznie brakuje mi regularności wpisów. Nigdy nie wiemy, kiedy nas uraczysz kolejnym postem, co mnie osobiście zniechęca do zaglądania tutaj (niestety), a podejrzewam, że takich osób jak ja, jest o wiele więcej.
    Ogólnie, bardzo sobie cenię informacje, które starasz się nam przekazać, aczkolwiek forma tego przekazu, nie zawsze do mnie przemawia, co nie znaczy, że jest ona "zła" :)

    Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na kolejny wpis ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hej!
      Tez wolalabym pisac regularnie, ale niestety musze tez z czegosc zyc :P
      Blog to moja pasja, a pasji jak wiadomo nie zawsze mozna psowiecic tyle czasu ile by sie chcialo...
      Jesli nie chcesz zagladac na bloga codzinennie zapisz sie na newsettler (email), dolacz do bloggera lub polub mnie na fejscie...
      Wtedy o nowych wpisach bedziesz informowana...

      Delete
  11. Nie wiem, jak można nie lubić kisielu. W chorobie jest to najlepszy przysmak. Kiedy nie mam na nic apetytu, kisiel zawsze zjem z przyjemnością. Niektóre produkty spożywcze docenia się dopiero, kiedy nie mamy do nich dostępu. Dla mnie normalnym się wydaje, że idę do sklepu i kupuję kaszę, bo mam właśnie na nią ochotę. Nie wiem, jak to by było na emigracji. Ale pewnie do wszystkiego można się przyzwyczaić.
    A pisałaś może na blogu podobny post o hiszpańskich produktach, które podbiły Twoje kubki smakowe?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie :-) Ale mam w planach!!!
      Kisiel z jablkiem I sokiem jest najpyszniejszy!!!

      Delete
  12. Ja rozpoczęłam poszukiwania Maku - bez rezultatu :-/
    Wie Pani może gdzie ów produkt może być dostępny poza sklepem rosyjskim/niemieckim - nie mam w okolicy takich :)

    pozdrawiam serdecznie
    Ewa

    ReplyDelete
  13. Justyna, bardzo ciekawy wpis. Mnie też w Hiszpanii brakuje wielu polskich produktów, których smaku nie można zastąpić hiszpańskimi zamiennikami... Niedawno odkryłam polski sklep internetowy w Hiszpanii mamafood http://mamafood.es/ i robię tam zakupy raz na miesiąc, żeby mieć zapasy wszystkich polskich produktów których tu nie mogę kupić, i jeszcze z dostawą do domu więc nie trzeba nigdzie jeździć do rosyjskich czy rumuńskich sklepów ;) pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy

    ReplyDelete
  14. kabanosy można zamówić przez internet http://www.wedlinylutobrok.pl

    ReplyDelete
  15. Mieszkam od roku w Valencii i też za każdym razem przywożę ptasie mleczko na regalosy, a na święta przewiozłem samolotem 3kg kapusty kiszonej i kiełbasę Zywiecką.Teraz kąbinuje jak przewieżć 30 pączków dla kolegów z klasy moich dzieci które chodzą do szkoły Hiszpańskiej.Pozdrawiam Arek

    ReplyDelete