Jak najdalej na północ Islandii- Westfjords

Drugiego dnia naszej podróży postanowiliśmy wybrać się na północ Islandii-w teren nazywany Westfjords, w chyba najmniej uczęszczany turystycznie region, najbardziej wysunięty na północ i zachód wyspy. 
Miała to być wycieczka całodzienna, ale jednocześnie nie będąca zbyt męcząca, w końcu region ten nie wydawał mi się bardzo oddalony od naszego hotelu- jakże się przeliczyłam, chyba był to jeden z najbardziej męczących dni w ciągu naszej eskapady, do hotelu wróciliśmy po 24 wyczerpani, ale w pełni zadowoleni z naszej wycieczki- mimo nie najlepszej trasy, która zmuszała nas do poruszania się prędkością około 50 km na godzinę po niewyasfaltowanej drodze udało nam się zrealizować nasz plan i zjeść chyba w najlepszej restauracji na wyspie, przejechać się jednokierunkowym tunelem oraz zobaczyć masę śniegu, owiec i piękne wodospady...


Zapraszam na więcej!


Moim śmiałym celem było pojechanie jak najdalej na północ w kierunku Hornbjarg, gdzie znajduje się rezerwat arktycznych lisów, jednak patrząc na mapę okazało się, że trasa ta może okazać się dosyć kłopotliwa, dlatego też zmieniłam nasz cel podróży na malownicze miasteczko Isafjodur, do którego prowadzić miała kręta droga omijająca zatoczki, po krótkiej konsultacji z mężem zdecydowaliśmy się na drogę 60, która miała być mniej kręta, a okazała się chyba jedną z najgorszych dróg prowadzących do miasteczka- mimo że niezbyt wygodna okazała się pełna pięknych krajobrazów i niezapomnianych widoków, bo to naprawdę niesamowite znaleźć się wśród szczytów górskich, gdzie widać tylko śnieg i piach (i trochę owiec...), no ale dobra zacznijmy od początku...


Pogoda okazała się niezbyt sprzyjająca długim wycieczką, deszcz który co chwilę o sobie przypominał nie pozwalał na dłuższe spacery- jednakże żal nie korzystać z wyznaczonych punktów widokowych, które zazwyczaj informują o ciekawych miejscach na trasie. Będąc jeszcze w zachodniej części wyspy zatrzymujemy się przy wygasłym wulkanie, jeśli się nie mylę to był to Grabrok, który został delikatnie przygotowany dla turystów- nam daje to małe wyobrażenie jak wyglądają wygasłe wulkany (no cóż, wielu w życiu nie widziałam...). Jest to naprawdę ciekawe miejsce, czarne skały porośnięte są szaro- białym mchem i niską roślinnością, a ze szczytu można przypatrzeć się innym wygasłym wulkanom i górom, które znajdują się w tle...




Niestety nie mamy czasu na dłuższe zatrzymanie się w tym miejscu, po krótkim spacerku ruszamy dalej w drogę, bo przed nami jeszcze długa trasa...


Wybieramy trasę prowadzącą przez Rezerwat Naturalny Vatnsfjordur, który prowadzi przez zaśnieżone góry, zbiorniki wodne pokryte lodem i śniegiem, skały oraz gołą ziemie...
Widoki mimo, że wydają się być księżycowe naprawdę robią wrażenie, a ja mam ochotę zatrzymywać się co 5 minut i robić zdjęcia, wszystko to przypomina krainę lodu (nie dziwi mnie, że wyspa nazwana została Iceland), wrażenie to potęguje pustka i brak sygnałów życia-jakiegokolwiek... na trasie nie spotykamy prawie w ogóle samochodów, ani ludzi...



Wreszcie dojeżdżamy do największego wodospadu w tym rejonie (4ty co do wielkości na wyspie) i jednego z bardziej efektownych na Islandii- Dynjandii (Fjallfoss), samochód zostawiamy na parkingu i wraz z innymi wyruszamy w górę, aby przyjrzeć się dokładnie temu wodospadowi.



Wodospad rozciąga się na wysokości 100 metrów, baza wodospadu ma 60 metrów, natomiast na szczycie jego szerokość wynosi 30 metrów- aby dotrzeć do tego wodospadu minąć trzeba kilka innych wodospadów, które mają podobną formę jednak są o wiele mniejsze.


Wkrótce żegnamy się z wodospadem i ruszamy w kierunku Isafjodur, które okazuje się małym rybackim (?) miasteczkiem, w którym ciężko znaleźć ślady ludzi... Szukając posiłku natrafiamy na małą restauracje, która serwuje jedne z najlepszych dań na wyspie- ja zamawiam naleśniki z warzywami, które są tak chrupiące, że nawet teraz cieknie mi ślinka. Mój mąż natomiast postanawia spróbować jagnięciny, która okazuje się także niezwykła w smaku...


Aby nie wrócić zbyt późno do hotelu szybko ruszamy w drogę powrotną- tutaj zatrzymujemy się jeszcze parę razy, aby zrobić zdjęcia tym niezwykłym zaśnieżonym krajobrazom, udaje się nam nawet podejrzeć ptaka (są to chyba główni mieszkańcy Islandii- oczywiście zaraz po owcach...).


Mijane krajobrazy w drodze do Isafjodur, wygasły wulkan, woda i mały wodospad...


Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie droga powrotna, która okazała się drogą przez mękę, a raczej przez mgłę- w takich okolicznościach przestało mnie dziwić że tubylcy wierzą w trolle, elfy i gnomy- bo jeszcze chwila i sama zaczęłabym wierzyć. Brrrr.....

Westfjords
Zapraszam was na kolejne posty o Islandii- mam nadzieję, że uda mi się wszystko przedstawić w interesujący sposób i że nie zapomnę o niczym!

Pozdrawiamy,
Justa i Pau

Share this:

, , , , , , ,

CONVERSATION

7 comentarios :

  1. Piękne zdjęcia i piękne widoki!
    Zastanawiam się czy ta pustka tzn. brak innych aut i ludzi nie byłaby dla mnie przerażająca, jednak dobrze mieć poczucie, że jak coś się stanie to jest kogo prosić o pomoc. No i ta mgła... Miałam kiedyś niestety okazję jechać w takich warunkach w Polsce, dramat... Przez całą drogę miałam strasznego stracha, to jest jazda w ciemno, nie widać nic.

    ReplyDelete
  2. Przepiękne widoki ! Ach... jak mi się marzy ta północ... A mgła niczym w horrorze :-P

    ReplyDelete
  3. Pustkowia, przestrzeń i niesamowite widoki, słyszałam, że tak właśnie wygląda Westfjord. Niestety tam mi się nie udało dotrzeć podczas mojej 2 tygodniowej podróży po Islandii. Super, że tą część wyspy mogę chociaż u Ciebie zobaczyć. Westfjord zostawiam na następny raz :)

    ReplyDelete
  4. jak z filmów grozy !!! Trochę przypomina mi to szkockie krajobrazy, ale na Islandii jeszcze bardziej surowy klimat - podoba mi się:)

    ReplyDelete
  5. wow! widoki zdecydowanie warte zobaczenia na żywo! Podoba mi się ta surowość krajobrazu, a wodospady totalnie mnie urzekły :)

    ReplyDelete
  6. Ten wodospad jest nieziemski, tak jak cała Islandia. Niesamowicie urzeka mnie ta dzika natura, tajemnicza i mroczna. Uwielbiam jeden taki zespół Islandzki. Grają ciężką, smutną muzykę, ale właśnie tak mi się kojarzy ten kraj.

    ReplyDelete