Tego jeszcze o Hiszpanii nie wiecie czyli 10 faktów, które was zdziwią

Od jakiegoś czasu myślę i uskuteczniam wprowadzanie postów, w których będe pokazywała coś innego niż zdjęcia Barcelony i zdjęcia z podróży- mam nadzieję, że w ten sposób jeszcze bardziej polubicie mojego bloga (bo mam nadzieje, że już lubicie) i dowiecie się czegoś ciekawego o życiu tutaj w Barcelonie.
Jeśli chcecie obserwować Barcelonę na bierząco, dowiedzieć się jaka jest pogoda czy po prostu poczytać moje wypociny to zapraszam na mojego facebook'a, gdzie wrzucam zdjęcia Barcelony i nie tylko prawie codziennie.
Dzisiaj powiem wam o rzeczach, które sprawiają, że Hiszpania jest tak inna od Polski i nadają jej ten specyficzny klimat o pewnych rzeczach na pewno nie raz słyszeliście, ale założe się, że coś was na pewno zaskoczy, a więc dzisiaj 10 faktówo Hiszpanii, które was zdziwią.

     1. Bajkę The Simpson prawie każdy Hiszpan zna na pamięć!


Znacie bajkę The Simpsons?

Ja muszę się przyznać, że przed przyjazdem do Hiszpanii niezbyt dobrze znałam tą bajkę, ale byłam ewenementem- bo każdy Hiszpan zna rodzinkę Simpsonów bardzo dobrze, związane jest to z faktem, że bajka ta leci od conajmniej 20 lat codziennie w telewizji, nie wiem czy godziny nadawania programu się zmieniły, ja jednak stawiałabym na to, że nie!
Mój mąż zna większość odcinków na pamięć, ale to nic nie szkodzi zawsze w porze kolacji Simpsonowie towarzyszą nam na ekranie i pewnie towarzyszyć będą naszym dzieciom i dzieciom naszych dzieci ;).
Więcej dowiecie się z dalszej części posta!


     2. Na imprezy lepiej nie wybierać się przed godziną 1.00

Planujecie iść na dyskotekę w Hiszpanii? 
To nie wychodźcie z domu przed godziną 12, bo dyskoteka będzie po prostu pusta- późne rozpoczynani się imprez w Hiszpanii zaowocowało tym, że zrobiłam się leniwa i o tej godzinie nie mam już ochoty wychodzić z domu- jeżeli jednak chcecie wcześniej  podrinkować  zawsze możecie iść do jakiegoś baru, niektóre w swjej ofercie mają naprawde bardzo ciekawe napoje %.

    3. Picie wody z kranu jest bardziej normalne niż picie wody butelkowej

Jeżeli będziecie odwiedzali kogoś znajomego w Hiszpanii i poprosicie o szklankę wody to niech was nie zdziwi, że właściciel mieszkania podejdzie do kranu i taką wodą was poczęstuje- picie wody z kranu jest tutaj zupełnie normalne, a kranówa wcale nie jest gorsza niż woda butelkowana- no i jest o wiele tańsza!
Na ulicach znajdziemy także fontanny z których woda jak najbardziej nadaje się do picia- jest to bardzo wygodne zwłaszcza w upalny dzień!

     4. Woda gazowana- zapomnij!

Jak już jesteśmy przy temacie wody to w sklepach raczej ciężko jest kupić butelkową wodę gazowaną tak bardzo popularną u nas w Polsce- tutaj mało kto lubi taką wodę, mało kto pija i tak naprawdę mało kto zna- mi o nie przeszkadza ja wody gazowanej też straszliwie nie lubie!

    5. Czerwone światło- naprzód!

Polacy przyzwyczajenie do policji, która czaji się za przejściem, aby złapać i dać mandat biednemu nastolatkowi, który spiesząc się na tramwaj, egzamin etc...przekracza przejście dla pieszych na czerwonym świetle, nie mogą wyjść z zaskoczenia, kiedy tutaj w Barcelonie policja nie zwraca uwagi na ludzi przechodzących na czerwonym świetle.
Oczywiście lepiej nie ryzykować na przejściu, które jest niezwykle ruchliwe- ale jeżeli widzimy, że nic nie jedzie to można spokojnie przechodzić! 
Tutaj za to nie dostaniemy mandatu!

    6. Masz katar- weź chusteczki higieniczne z domu!

Oczywiście jeżeli nie chcesz potem spędzić dnia z dziesięciopakiem chusteczek- dlaczego? No cóż chusteczki higieniczne nie są sprzedawane oddzielnie.
Mi zdażyło się spędzić dzień z dziesięciopakiem, który towarzyszył mi cały czas- może nie byłoby to takim problemem, gdyby nie wielkość torebki, której designer raczej nie przewidział takiej opcji jej używania.

   7. Rodzeństwa ubiera się tak samo

Moja mama nie mogła się nadziwić, kiedy widziała rodziców z dziećmi, a te dzieci były ubrane tak samo- rozśmieszyły ją zwłaszcza sytuacje, kiedy na placu zabaw rodzeństwo czerwonych koszulek przepychało się z rodzeństwem koszulek w paski- takie ubieranie hiszpańskich dzieci ma swoje plusy, rodzice nie zapomną wziąć ich z placu zabaw do domu.
A tak całkiem poważnie to dla mojego męża nie jest to nic dziwnego, gdyż jego mama też ubierała go tak jak jego siostrę. Sama zaczęłam praktykować ten zwyczaj i moim ukochanych chrześnicą kupuje zawsze takie same ciuchy, a one przynajmniej nie są o siebie zazdrosne- wszak ogólnie wiadomo, że to co ma siostra jest fajniejsze.

   8. Życie toczy się na ulicy, w barach...

O tym już kiedyś pisałam, ale warto to powtórzyć- w Hiszpanii życie toczy się na ulicy, a zwłaszcza w barach, które nigdy nie są puste.
Pierwsza kawa najlepiej w barze, który mijają w drodze do pracy, drugie śniadanie w barze koło pracy, obiad w jakiejś taniej restauracji- jeżeli nie opłaca się wrócić do domu na sjestę, a wieczorem na drinka lub  na piwo do najbliższego baru, aby pogadać ze znajomymi i tak każdego dnia.
No może trochę przesadzam, bo nie wszyscy mają tyle €, aby wydawać je na tyle posiłków dziennie, ale kto może to z chęcią skorzysta, a pierwsza kawa czy drugie śniadanie są obowiązkowe!
To może was zaskoczyć zwłaszcza podczas wakacji, kiedy będziecie chcieli kupić coś ważnego podczas godzin sjesty, a sklepy okażsię zamknięte!

   9. Część barów prowadzonych jest przez starszych panów

U nas w Polsce jest to raczej niespotykane, ale tutaj w Hiszpanii jest to na porządku dziennym, bary prowadzone są przez starszych panów.

  10. Sjesta- czas święty

O czasie sjesty prawie każdy słyszał, jak to jest jednak naprawdę?
Co prawda większe sklepy są zawsze otwarte, ale mniejsze sklepy zawsze są pozamykane- najpierw mnie to denerwowało, ale z czasem się przyzwyczaiłam i nawet zaczęłam ten świety czas lubić, przynajmniej można zjeść o normalnej porze.

Zaskoczyłam was, a może o wszystkim już wiedzieliście?

Share this:

, ,

CONVERSATION

38 comentarios :

  1. Najbardziej się cieszę,ze nie ma wody gazowanej, bo często w obcym kraju zdarzało mi się kupić przez pomyłkę. A z chusteczkami dobrze wiedzieć, bo nie chciałabym chodzić z 10 pakiem:)Więcej takich postów poproszę:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. pierwzse slowa mojego Pabla na obczyznie czyli w PL, poprosze WODE NIEGAZOWANA ;)

      Delete
  2. 1,7 nie wiedzialam, 9 uswiadomilam sobie jak to przeczytalam ;)
    Co do mineralnej na szczescie w Andaluzji jest lepiej, bo bym plakala :PP

    ReplyDelete
  3. no niee, gazowana to moja ulubiona woda..:-D Już troche ja ograniczyłam, ale kiedyś to na hektolitry piłam:)

    Co do Simpsonów - to też znam prawie każdy odcinek na pamiec:)

    ReplyDelete
  4. Maniacy Simpsonow, wow :) ja ostatnio wyznaje wode gazowana, wieeec bym nie dala rayd :D

    ReplyDelete
  5. Ja bardzo lubię wodę gazowaną, jak byłam w Portugalii i zapytałam znajomej gdzie mogę kupić bo się spytała czy mnie boli brzuch ;) w końcu znalazłam w sklepie ale była to typowa soda, paskudna!

    ReplyDelete
    Replies
    1. cale szczescie, ze nie pijam wody gazowanej ;)
      bo bym miala problem !

      Delete
  6. Na zaskoczyłaś mnie niektórymi faktami. Wiedziałam chyba tylko o imprezach i sjeście. Dobrze wiedzieć, żeby zaopatrzyć się w pojedyncze paczki husteczek. Będę pamiętać jak do Barcelony zawitam :D

    ReplyDelete
  7. Aż trudno uwierzyć, że życie toczy się tam poza domem i to jeszcze dopiero w nocy... Fajnie też wiedzieć o chusteczkach i wodzie gazowanej. Co prawda chusteczki mam zawsze przy sobie, a wody gazowanej nie piję, ale na wszelki wypadek... A to, że można przechodzić na czerwonym świetle jest dużym ułatwieniem. Bo ja codziennie tracę kilka minut z życia stojąc przed przejściem na czerwonym...

    ReplyDelete
    Replies
    1. przezorny zawsze ubezpieczony ;)

      Delete
  8. Najbardziej mnie zdziwiło to, że chusteczek nie można kupić oddzielnie oraz to, że nie dostaje się mandatu za przejście na czerwonym - w Polsce nie do pomyślenia!

    ReplyDelete
  9. Woda gazowana jest, może poprostu nie zwróciłaś uwagi, nawet w Mercadonie można kupić. No chyba, że nie w Barcelonie :). W barach można dostać gazowaną Vichy.A co do porannej kawy w barze to pamiętam jak mi się zdarzało wyskakiwać za róg na cafe con leche w spodniach od piżamy bo mnie sąsiedzi wyciągali. Za to od sjesty nie mogłam się w Polsce odzwyczaić i bardzo długo czekałam do 17stej aż sklepy otworzą. A w Hiszpanii lubiłam robić w sjestę zakupy bo nie było kolejek w marketach :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja na wode gazowana nie zwracam rzeczywiscie zbytniej uwagi, ale moja mama i potem jej kolezanka kupily gaseose, bo myslaly ze to woda gazowana- wiec jak sie nie zna jezyka i jest sie moze mniej cierpliwym to tak latwo nie jest kupic wode gazowana ;)

      ja tam kawcie lubie tylko w domu! no chyba, ze druga to wtedy moge sie napic w barze :)

      a zakupy tez robimy czesto w marketach w porze sjesty ;)

      Delete
    2. aqua con gas/aqua sin gas - voila! ;)

      Delete
  10. 2 i 3 to wypisz, wymaluj Belgia :D co do 6 to też podobnie, tyle tylko, że w Belgii nie tylko pojedynczych opakowań chusteczek próżno szukać, wszystko jest w wielopakach, szczególnie w dużych supermarketach :/ no może przesadziłam z tym wszystko, ale kupić pojedynczego loda czy batona nie jest łatwo, przynajmniej we flamandzkiej części ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. w Polsce tez sie tak powoli robi z imprezami ;)
      a moze i kranowa zacznie byc na porzadku dziennym

      Delete
  11. Bardzo fajny wpis. Zaskoczyłaś mnie Justynka :) Z tymi chusteczkami, czerwonym światłem i rodzeństwem :)))
    Para dzieciaków bijąca się z inną parą musiała aż śmiesznie wyglądać :))
    Pozdrawiam ciepło z Karkonoszy.
    Aldona (wcześniejsze komenty jako nick Aldona).

    ReplyDelete
    Replies
    1. bardzo milo, ze zalozylas bloga :)
      ahhh Karkonosze tez tam pieknie :D

      Delete
  12. Mam nadzieję, mimo wszystko, że kiedyś dotrzesz do Benidormu, bo naprawdę warto.Gandia jest brzydka, to fakt.MTV nigdy nie oglądałam i nawet nie słyszałam o takim show. Więc jak kiedyś nadarzy się okazja to jedźcie koniecznie i nie zrażajcie się tym, że to wielki kurort.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ok :)
      poki co ciagle w planach mam Walencje i ciagle nie moge dotrzec! ;)

      Delete
  13. 3 się domyślałam, kiedyś chyba nawet gdzieś o tym czytałam :) 4 - jak to?? Myślałam, że woda gazowana jest wszędzie, a w Hiszpanii tym bardziej - chociaż ja i tak wolę niegazowaną ;) 6 - nawet w małych sklepikach nie można kupić jednej paczuszki chusteczek? Jeśli nie, to jestem w szoku :-) Super wpis! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. hmmm... moze w jakims sklepie typu kiosk, ale te najszesciej sprzedaja tylko gazety, wode i jakies male slodycze/ sa troche inne niz nasze Polskie

      a sklepy takie jak rossman tylko wielkie paki!

      Delete
  14. Na początku muszę napisać: wspaniały blog! Znalazłam go wczoraj i już przeczytałam wszystkie posty ;)

    Zastanawiam się, co przedstawia "zdjęcie" numer 8 na pierwszym obrazku. Cóż to za danie? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję bardzo!

      To sa patatas bravas z sosem ali oli czyli hiszp. frytki z sosem czosnkowo majonezowym

      Czyli typowe tapas ;)

      Delete
  15. To jedź do Valencji koniecznie bo jest przepiękna!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. mam nadzieje, ze wkrotce zrealizuje moj plan!

      Delete
  16. Uwielbiam tu zaglądać! To pobudza moją wyobraźnię, muszę odwiedzić Hiszpanię!

    ReplyDelete
  17. Hahah! Uśmiałam się! 100% prawdy, tutaj w Andaluzji wygląda to mniej więcej tak samo:)Na Simpsonów się strasznie denerwowałam na początku, teraz to już taki obiadowy "klasyk" :)Dodałabym jeszcze, że Hiszpanie nie mają w zwyczaju ściągać butów wchodząc do kogoś do domu. Ich miny, gdy ja to robie są bezcenne!

    ReplyDelete
    Replies
    1. a ja bardzo polubilam ta zwariowana rodzinke, mimo ze powoli tez zaczynam znac kazdy odcinek na pamiec ;)

      Delete
  18. Nie wiedziałam tylko o 7 i 3 punkcie :)W Galicji chyba woda jest gorszej jakości i pita jest tylko mineralka z butelek. Haha mój facet też w Polsce jak zamawia wodę musi podkreślać niegazowana bo zawsze dostaje z gazem :P

    ReplyDelete
  19. Widze, ze w Hiszpanii, jest tak samo jak we Wloszech jesli chodzi o Simpsonow. Ja ten serial kiedys lubilam, ale po 5 latach ogladania go prawie codziennie (bo leci akurat w porze obiadu) juz nie moge na niego patrzec i najchetniej spalilabym wszystkie kopie.

    ReplyDelete
  20. Cudny blog ! Będę wpadać tutaj częściej . Z tego , co wymieniłaś to jedynie nie wiedziałam o tej wodzie gazowanej . Muszę najpierw kupić zapas wody mineralnej zanim tam pojadę ;)

    ReplyDelete
  21. Świetnie, ze zwróciłaś uwagę na takie rzeczy, które bardzo szybko przestaje się zauważać. Rozpoczynam przygodę z blogiem, tematem jest kawałek Hiszpanii czyli Andaluzja. Zapraszam zainteresowane osoby. http://andaluzja-hiszpania.blogspot.com/2016/01/nochevieja-nowy-rok-nowy-blog_14.html

    ReplyDelete
  22. O tak,zdecydowanie Hiszpania = The Simpsons, a w zasadzie Los Simpsons. U moich teściów w domu nie ma obiadu bez Simpsonów. Inna sprawa, że akurat seriale animowane typu Los Simpsons, Futurama albo Padre de familia mają tak świetny dubbing i z reguły są tak dobrze przetłumaczone, że ogląda się je z przyjemnością nie po angielsku, a właśnie po hiszpańsku. Pozdrawiam! :)

    ReplyDelete